niedziela, 23 lutego 2014

Od Lokiego


Loki łupnął o ziemię z taką siłą, że aż zakręciło mu się w głowie. Przez chwilę po prostu leżał, próbując złapać oddech i przeklinając w duchu ten cholerny anielski pośpiech. Po kilku minutach zebrał się z ziemi i stanął na nogi. Zajęczał z bólu.
- Cholerne anioły - mruknął, pocierając dłonią obolały tył głowy. - Mówiłem, ostrożnie, ale nie, najlepiej zrzucić mnie z wysokości trzydziestu metrów, lecąc dwieście na godzinę... Za następną taką podróż należy mi się piórko, Michale! - krzyknął gdzieś w stronę chmur, a potem usiadł z powrotem na trawie z głośnym PAC, wciąż pocierając bolące miejsce.
- Jak nic będę miał guza - mruknął znowu. Lubił narzekać, choć na ogół nie miał na co się skarżyć. - A to miał być urlop! Cholerna anielska hierarchia... Do czego to doszło! Nie dość, że Sygin nie żyje, to jeszcze zaczynam wakacje z obolałym łbem... Niech ci się pióra ubrudzą, Gabrielu... Jak cię tylko dopadnę...
 
Nagle za nim rozległo się głuche warczenie. Obrócił głowę z miną w stylu "jeszcze czego?!". Na jego obliczu rozkwitł niebezpieczny uśmiech.
<Ktoooooś skończy? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz